Opinie i komentarze

Kolumbijscy terroryści nie będą już porywac ludzi-Dagmara Wiejska

11 kwietnia 2012, 13:42 /
Kolumbijscy terroryści nie będą już porywac ludzi-Dagmara Wiejska
< a rel="attachment wp-att-1208" href="http://www.jagiellonski.pl/?attachment_id=1208"><img class="alignleft size-medium wp-image-1208" title="dagmara_wiejska_small" src="http://www.jagiellonski.pl/wp-content/uploads/2011/09/dagmara_wiejska_small-247x300.jpg" alt="" width="247" height="300" /></a>Z powodu nieobecności Kuby na Szczycie OPA, który odbędzie się w kwietniu w Cartagenie, Kolumbii, 7 marca w Hawanie odbyło się spotkanie prezydentów Kolumbii, Wenezueli oraz Kuby, aby udobruchać kraj Castro. Jednak dzięki ujawnieniu tajnych dokumentów Stratfor przez WikiLeaks wiemy, że prawdziwym powodem do spotkania tych najwyższych przedstawicieli trzech zaprzyjaźnionych państw mogły być rozmowy na temat upadającej, największej kolumbijskiej partyzantki, FARC (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia). Według Stratfor, ekstradycja przemytnika narkotyków Walida Makleda (oskarżonego w Ameryce o byciem „królem pośród narkotykowych lordów”) do Wenezueli zbiegła się z poświęceniem przez Chaveza grupy FARC. Kiedy raporty ujawniły zamykanie po cichu obozów FARC przez wenezuelskie wojsko oraz przerzucanie członków partyzantki przez granicę do Kolumbii, można było dojść do wniosku, że Bogota posiada haczyk na Chaveza. Dokumenty podkreślają naciski wysokich oficerów  Sił Zbrojnych na prezydenta, aby negocjował z rządem kolumbijskim. <strong>Wysoka stawka</strong> Ostatecznie Makled został ekstradytowany do Caracas w maju, chociaż w wielu wywiadach przyznawał, że jest chętny do współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, pod warunkiem, że nie będzie musiał wracać do ojczyzny. Z ponad 5 tysięcy emaili ujawnionych przez WikiLeaks wynika, że Makled potwierdził fakt, że opłacał wysokiej rangi urzędników Chaveza. Ponadto, oskarżył armię o bezpośredni udział w transporcie narkotyków na pokładach samolotów, które codziennie startowały z przygranicznego miasta Apure. Przekupni oficerowie obawiali się możliwego procesu, jeśli Makled byłby ekstradytowany do Waszyngtonu, gdzie mógłby negocjować swoje zeznanie w zamian za mniejszy wyrok. Ten strach doprowadził wojskowych do spotkania z prezydentem w celu uzyskania informacji po której opowie się on stronie. Na szali była stabilizacji armii i bezpieczeństwo państwa, więc Chavez nie chciał zdradzić oficerów na rzecz Makleda. Możliwość jego ekstradycji do Stanów Zjednoczonych jest nadal możliwa, gdyż Waszyngton wystosował stosowną prośbę i wyraźnie zależy mu na pozyskaniu przemytnika. Drugi aspekt, o którym dowiedziano się z raportów Stratfor, to desperacja rządu wenezuelskiego podczas negocjacji z władzami Kolumbii. <strong>Kompromitujące dowody</strong> Zgodnie z dokumentami, istnieje obawa, że Makled może zaoferować władzom amerykańskim dowody na udziału wysokiej rangi urzędników wenezuelskich w operacjach przemytu narkotyków. W jednym z raportów podejrzewa się, że przestępca może dysponować cennymi nagraniami pokazującymi transakcje, takie jak pranie pieniędzy, przemyt narkotyków, a nawet akty terroryzmu obciążające wysoko postawionych członków wenezuelskiego rządu. Kolejny dokument podkreśla fakt, że Makled jest również w posiadaniu wielkich programów prania pieniędzy, które doprowadziły do stopniowego pogorszenia w kluczowych sektorach w kraju, takich jak żywność, elektryczność, energia i metale. Z kolei ten stan rzeczy negatywnie wpływa na przepływ gotówki do państwowych przedsiębiorstw, a pogłębia krzyżowanie się wpływów z przemytu narkotyków i prania brudnych pieniędzy. W raporcie ujęto informacje o tym, że Makled jest w stanie zaoferować wiedzę o jednostkach biorących udział w czynnościach nielegalnych na międzykontynentalna skalę, co mogłoby zaszkodzić coraz cieplejszym stosunkom wenezuelsko-irańskim, a zwłaszcza obecności w kraju Cháveza i za jego pozwoleniem, Strażników Rewolucji oraz Sił Qods, specjalnego oddziału irańskich służb specjalnych. Wszystkie ujawnione dokumenty dały przewagę, wtedy świeżo wybranej administracji prezydenta Santosa. W rzeczywistości, postać Makleda zadziałała jako czynnik poprawiający dyplomatyczne relacje pomiędzy oboma krajami, które były napięte w okresie administracji Alvaro Uribe. <strong>Zimne kalkulacje FARC</strong> FARC, najstarsza organizacja terrorystyczna na świecie, zaskoczyła wszystkich ogłaszając 26 lutego, że nie będzie już porywała cywilów. Doprowadziło to do wielu spekulacji oraz wniosków tłumaczących tę niezwykłą decyzję. Jedna z wersji sugeruje, że FARC odpowiada na chorobę Cháveza - władze partyzantki mają podstawy do obaw o swój byt, jeśli obecny prezydent Wenezueli odejdzie, dlatego muszą otworzyć się na negocjacje z rządem. Inne wytłumaczenie związane jest z portalem informacyjnym La Silla Vacía, który sugeruje swój udział w stanowisku FARC, poprzez naciski jakie wywierali na zmarłego w listopadzie dowódcy guerilli Alfonso Cano, jakoby przekonanego o słuszności wycofania się z porwań. Faktem pozostaje, że pogląd ogłosił jego następca, Timochenko na stronie internetowej FARC, podpisanej przez cały Sekretariat partyzantki (27 osób). Może to stanowić o pewnym podziale wśród liderów organizacji, a istnieje z pewnością część, która nie chce negocjacji z rządem, lecz demonstrację swojej siły. Każda ze stron wydedukowała, że zakończenie porwań cywilów działa na korzyść ich strategii. Ostatnią próbą wytłumaczenia decyzji dowódców FARC może być po prostu zimne, ekonomiczne wyliczenie. Porwania nie są już istotnym źródłem dochodów. Organizacja zbiera pomiędzy 200 a 600 milionów dolarów rocznie z opodatkowania producentów narkotyków i przemytników, a tylko 350 tysięcy dolarów z porwań. Prosta matematyka mogła doprowadzić do końca tej nielegalnej aktywności. Z kolei nasuwa się myśl, że ta taktyka może mieć i drugi skutek, czyli natężenie i zwiększenie innych czynności nielegalnych. <strong>Szczyt OPA, spór o Castro</strong><strong></strong> Tymczasem w kwietniu odbędzie się szósty szczyt 34 członków Organizacji Państw Amerykańskich (OPA), do których Kuba nie należy, organizowany w tym roku przez Kolumbię. Na obecności najwyższego przedstawiciela z Hawany zależało lewicowej organizacji Alianza Bolivariana para los Pueblos de Nuestra América (ALBA), propagującej regionalną integrację bloku, jednak nie udało jej się uzyskać kompromisu w tej kwestii. Prezydent Ekwadoru Rafael Correra poszedł o krok dalej i groził, że wykluczenie Kuby będzie wiązało się z bojkotem szczytu przez jego kraj, Wenezuelę, Nikaraguę, Boliwię oraz kilka państw karaibskich (opinia niezawarta w oficjalnej deklaracji ALBA). Przeciwnicy oponują, że w szczycie powinny brać udział wyłącznie kraje demokratyczne. Prezydent Kolumbii zdecydował się nie zapraszać Castro i podziękował mu za „zrozumienie i jego szlachetny gest polegający na nie kreowaniu problemu ani dla szczytu ani dla Kolumbii” oraz dodał, że jego kraj będzie pracował nad rozwiązaniem dyplomatycznym, które w przyszłości uniknie ponowienia podobnej „niewygodnej” sytuacji. Oczywiście postawienie Kuby w takim położeniu nie spodobało się jej władzom, więc Minister Spraw Zagranicznych Bruno Rodriguez agresywnie zaprzeczył jakoby jego kraj był odrzucony. Według niego, zaproszenie do uczestnictwa po prostu nie było wystosowane. Tłumaczył, że Kolumbia zapytała się, czy przedstawiciel z Hawany wziąłby udział w szczycie, gdyby został zaproszony. Na to pytanie Rodriguez odpowiedziałby twierdząco, jeżeli jego kraj mógłby cieszyć się równym statusem z krajami członkowskimi. Do tego, niemal rozgoryczony dodał, że wyłączenie jego kraju z obrad jest niesprawiedliwe i nie do zaakceptowania. <strong>Wyprawa na Kubę</strong><strong></strong> W międzyczasie na Kubie Chavez kończył 3-tygodniową kurację po operacji usunięcia złośliwego guza. W tych okolicznościach, nagła wyprawa Santosa na wyspę, zwłaszcza w czasie napięcia przedszczytowego związanego z udziałem Kuby, była świetnym posunięciem. Santos bezpośrednio dyskutował z dwoma prezydentami, a niezwykle ciepłe relacje pomiędzy braćmi Castro a Chavezem były znaczącym czynnikiem działającym na korzyść Santosa. Innym ważnym aspektem w rozmowach była kontynentalna polityka współistnienia (co-existence) popierana przez prawicowego prezydenta Kolumbii, bardzo popularna w regionie. Właśnie dla dobra całego regionu latynoamerykańskiego Kuba zdecydowała się nie brać udziału w szczycie, a jej decyzja zrobiła z Santosa zwycięzcę. Warto pamiętać, że obecność Kuby na szczycie OPA sprawiłoby wiele problemów Obamie, zwłaszcza w okresie reelekcyjnym. <strong>Historia wykluczenia Kuby</strong><strong></strong> Kuba została wykluczona z uczestnictwa w OPA w 1962 roku podczas Ósmego Spotkania Konsultacyjnego w Urugwaju za sprawą 14 głosów za, jedno przeciw (Kuba) oraz sześciu wstrzymań (Argentyna, Boliwia, Brazylia, Chile, Ekwador oraz Meksyk). Wszystko to za sprawą marksisto-leninowskiej ideologii rządu kubańskiego, która była sprzeczna z systemem międzyamerykańskim, zasadami, celami, jednością i solidarnością kontynentu. Decyzja wykluczenia oznaczała, że Kuba nadal była członkiem organizacji, lecz ówczesny rząd nie miał prawa reprezentacji i uczestnictwa w spotkaniach czy innych aktywnościach. Jednakże stanowisko OPA było takie, że pomimo zawieszenia praw partycypacyjnych Kuba nie była zwolniona z praw zawartych m.in. w Karcie OPA, czy Amerykańskiej Deklaracji Praw i Obowiązków Człowieka. Dlatego też, Międzyamerykańska Komisja ds. Praw Człowieka kontynuowała swoje raporty na temat sytuacji praw człowieka na wyspie oraz przesłuchiwała Kubańczyków. To stanowisko organizacji było później kwestionowane przez niektórych członków. Dwa lata później, w 1964 roku pozycja Kuby została ujęta w oficjalnej notatce jako arbitralnie wykluczona, czyli OPA nie miała już jakiejkolwiek prawnej, rzeczowej, moralnej, czy jurysdykcyjnej kompetencji nad wyspą. Od tamtego czasu kubańska administracja widzi w organizacji „ministerstwo kolonii<em> </em>USA”, co było wielokrotnie potwierdzane przez braci Castro. Najbliżsi sojusznicy Kuby, tacy jak Wenezuela Cháveza obiecała wetować wszystkie końcowe deklaracje w 2009 roku, właśnie przez wykluczenie Kuby. Była też próba podniesienia kwestii wykluczenia Hawany z OPA, zwłaszcza w okresie kwietnia-czerwca 2009, kiedy nastąpiło ocieplenie stosunków amerykańsko-kubańskich. <strong>Naciski Stanów Zjednoczonych</strong> Kiedy na zgromadzeniu ministrów spraw zagranicznych w Hondurasie przeszło w głosowaniu zniesienie zawieszenia Kuby z OPA (pod wpływem nacisków członków ALBA), Stany Zjednoczone gorliwie naciskały kraje członkowskie, aby decyzję o ponownym przyjęciu wyspy dostosować do panujących tam demokratycznych zasadach i zaangażowania na rzecz praw człowieka. Oddany sojusznik, Ekwador sprzeciwił się takim warunkom, gdyż zawieszenie zostało dokonane w czasach i duchu Zimnej Wojny, a więc była najwyższa pora naprawić ten historyczny błąd. Ostatecznie zawieszenie zostało zniesione, ale żeby przyjąć Kubę ponownie do organizacji musiałaby ona przestrzegać wszystkich traktatów podpisanych przez państwa członkowskie, włączając w to Międzyaamerykańską Kartę Demokratyczną z 2001 roku. A tego rząd w Hawanie nie zechce robić. Mimo, że na ostatnim szczycie w 2009 roku Obama obiecał odnowioną i owocną współpracę pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Ameryką Łacińską, niewiele się przez te 3 lata wydarzyło. Niemniej jednak nie widzi tego Departament Stanu, który jeszcze miesiąc temu ogłosił, że postęp jest widoczny. Tegoroczny szczyt zatytułowany „Łącząc Ameryki: Partnerzy dla dobrobytu” skupiać się będzie na roli fizycznej integracji i regionalnej współpracy jako środki do rozwoju i pokonania wyzwań takich jak ubóstwo, nierówności, bezpieczeństwo obywateli, katastrofy i dostęp do technologii. <em>Pierwotnie artykuł opublikowano w Gazecie Finansowej, nr 12/2012. </em>